Teobańkologia - Niech się Ewangelia niesie!

Boża wizja szczęścia

Home / Homilie / Boża wizja szczęścia

Co to jest szczęście, na czym polega? A jeśli szukamy go w niewłaściwym miejscu?
Poniżej tekst homilii z kiedyś, który lepiej wyjaśni ten schematyczny obrazek:
Bóg Jedyny – Pan i władca, Wszechwladny, jednym słowem stwarzający cały wszechświat, wszechwiedzący, wszechpotężny, na jego imię zginają się kolana najwyższych aniołów i najpotężniejszych demonów. Trójca Przenajświętsza, do której należy wszelka władza na niebie i na ziemi. Ten, który wybiera nas przez doświadczenia, znaki, cuda i wojny, ręką mocną i wyciągniętym ramieniem, dziełami przerażającymi”. I tu spróbujmy zacząć wątpić jak apostołowie na górze wniebowstąpienia. Jak to wszechwładny skoro moje życie przypomina pasmo przekleństw? Jak to Pan demonów, gdy ja mam wrażenie, że nie mogę się od wielu demonów opędzić? Jak to wszechwiedzący, gdyby wiedział o tym, co przeżywam, to by już dawno zainterweniował, zmienił coś. Jak to władca, gdy się borykam z tyloma problemami, wobec których jestem bezsilny, tracę kontrolę nad swoim życiem?

Przeciwnik Kościoła i religii mógłby postawić zarzuty – jakim cudem Wasz Bóg jest potężny dobry, skoro tyle zła na świecie. Mówicie, że ten Wasz Bóg uzdrawia, a ja się modliłem o zdrowie ukochanej osoby – i co? I nic. Mówicie, że ten Bóg włada światem. Światem przecież rządzą pieniądze i interesy wpływowych osób. Trójca Przenajświętsza? Popatrzmy na wielkie korporacje, wielkich producentów – Google, Facebook, Microsoft. Popatrzmy na uzbrojenie niektórych państw. To jest potęga. Rozejrzyjmy się jak technologia poszła do przodu, jak wiele ludzie odryli, jak rozum ludzki jest przepotężny. Trójca Przenajświętsza – to ucieczka dla słabeuszy. Co to w ogóle za pomysł, żeby był jeden i zarazem trzech?

Nie wiem czy te lub podobne wątpliwości mieliśmy w głowie, słyszeliśmy od kogoś, ale spróbujmy odpowiedzieć na te zarzuty – czy rzeczywiście Bóg w Trójcy Jedyny jest przepotężny? Czy włada tym światem?

Często chyba przeżywamy pokusę, żeby Boga postrzegać jako superbohatera, który siłą, przemocą, przebojowością, poniżaniem przeciwników ma zbawiać świat. Często chyba chcielibyśmy, żeby Bóg był naszym superprzyjacielem, który jest na każde nasze zawołanie i będzie działał według naszych kategorii postrzegania wielkości, władzy, wolności i potęgi, będzie patrzył na ten świat według naszego sposobu myślenia oceniania i naszych punktów odniesienia. Tymczasem zapomnieliśmy, że jesteśmy grzesznikami, że często źle widzimy. Że nasze życie jest największą w historii wyprawą ratunkową po nasze serca. Że największym naszym nieszczęściem jest grzech, którego często nie rozumiemy na czym polega. Bóg pragnie nas z niego wyrwać. Wyrwać przede wszystkim z grzechu pychy, na którym zbudowane są wielkie dzieła tego świata. Kolosy na glinianych nogach, które powstawały i wielkim hukiem upadały. Bóg wszechpotężny upodobał sobie ostatnich tego świata. Marne narzędzia, by czynić swoje cuda. Zbawił świat na krzyżu w największym poczuciu bezsilności. Kuszono go, by zszedł z krzyża, powalił swoich wrogów przemocą, ludzkimi środkami, zaprowadził królestwo polityczne, Jest Bogiem, dlatego wybrał coś znacznie doskonalszego – zmartwychwstał. Zszedł w samo oko cyklony zła i tam od środka rozsadził zło potęgą miłości. Jego dzieła i zamysły można zrozumieć tylko dzięki nadprzyrodzonej łasce. Często gdy rozmawiamy o tym, dlaczego Bóg coś zesłał, coś dopuścił, na coś pozwolił, te nasze rozmowy przypominają rozmowę ameby z amebą o planach astrofizyków na podbój kosmosu w 2200 roku. Ten Bóg wybiera pokornych, działa w naszej słabości, nie przeprowadza swoich dzieł z ludzką skutecznością, ale z boską skutecznością. Widzi co było, co jest , co będzie, co było możliwe, co będzie możliwe. I włada światem tak, aby pomóc nam dotrzeć do nieba. Kontemplować Trójcę Przenajświętszą przez całą wieczność. Wszystko wokół nas organizuje w taki sposób, jakbym ja tylko jeden był na świecie – i wszystko inne podporządkowane jest temu bym nauczył się kochać – za darmo, bezinteresownie, radykalnie, nie tak jak niewierzący do tego jest zdolny. Tak jakby wszystko było podporządkowane temu celowi, żeby pomóc mi być szczęśliwym. Ale być szczęśliwym nie według moich kategorii oceniania szczęścia – święty spokój, uśmiechnięta rodzina, dobrze płatna praca. Bóg jest tak potężny, że chce, żebyśmy byli o wiele bardziej szczęśliwi niż matka, który tuli swoje dziecko zaraz po urodzeniu, chce, żebyśmy byli o wiele bardziej szczęśliwi niż sportowiec, który po wielu latach wysiłku zdobył złoto na olimpiadzie, chce o wiele większego szczęścia niż krótkotrwałe szczęście alkoholika, który ma pełny barek alkoholu. On jest Bogiem, który daje dary godne Boga, nie lubi dawać mało. On jest Bogiem, który wyprowadza z niewoli zsyłając plagi, by niewolnicy wyszli z niewoli. On jest Bogiem, który zbawił nas przez krzyż i mówi, że ten krzyż, nasz krzyż może nas zaprowadzić do nieba, do szczęścia. On jest Bogiem, który może w jednym momencie dla każdego z nas stworzyć świat bez wojen, kłótni, rozbitych rodzin. Dlaczego tego nie robi, bo aż tak bardzo nas kocha, że zaprasza nas do tego, byśmy byli jego dziećmi tzn. byśmy byli podobni do niego. Byli z nim nie dla darów, które nam daje, nie z lęku, ale z miłości, która najpełniej ujawnia się, gdy przychodzi krzyż.

Boże Ojcze, Duchu Święty, Synu Boży, Boże po trzykroć święty, Boże wszechwładny, wszechpotężny, wszechwiędzący, nieskończenie kochający otwórz nasze oczy, byśmy zobaczyli Ciebie, byśmy zaczęli kontemplować Twoją potęgę już tu na ziemi, przez wszystkie wieki. Amen.