Teobańkologia - Niech się Ewangelia niesie!

Perfekcjonizm – „antydziecięctwo” duchowe

Home / Artykuły / Perfekcjonizm – „antydziecięctwo” duchowe

Pewien dowódca wojskowy przyszedł do pastora żaląc się, że ma w sobie tak wielkie napięcie nerwowe z powodu troski o swój idealny wizerunek przed wszystkimi, że już nie może wytrzymać. Maska zaczęła go nieznośnie uwierać. Co Jezus odpowiedziałby takiemu człowiekowi? Może – jeżeli nie staniesz się jak dziecko, nie wejdziesz do królestwa Bożego (Mt 18,3), królestwa sprawiedliwości, POKOJU i radości w Duchu Świętym (Rz 14,17)? Czy nie jest to sytuacja, która dotyczy wielu z nas? Spróbujmy nauczyć się czegoś od dzieci.

Dla perfekcjonisty nieznośne są potknięcia i upadki. Jest jak dorosły, który ma „daleko do ziemi”, dlatego gdy upadnie łatwo może się potłuc, a nawet się połamać. Dziecko ma „blisko do ziemi”, dlatego upadki i potknięcia nie szkodzą mu tak, jak dorosłemu. Mało tego – dla dziecka upadki są czymś wpisanym w jego prawa rozwoju. Gdy przestaje raczkować a zaczyna wstawać, przeżywa jakby regres w rozwoju, bo już nie porusza się tak szybko jak przy raczkowaniu. Dziecko potrzebuje takiego „jakby uwstecznienia” w rozwoju, aby weszło na dojrzalszy poziom funkcjonowania. Perfekcjonista nie daje sobie prawa do upadków, tym bardziej do regresu – dlatego się nie rozwija. Chciałby od razu „ruszać z piątki”, zapomina, że owszem można, a nawet trzeba po rozpędzeniu samochodu jechać na piątym biegu, ale trzeba zacząć od „jedynki”, a czasem potrzebna jest redukcja biegu. Ścieżka doskonałości wiedzie przez drogi niedoskonałości. Wygórowane ambicje i marzenia przeszkadzają perfekcjoniście w rozwoju.

Również chrześcijanin może być takim „duchowym perfekcjonistą”, nawet może wytłumaczyć sobie swoją postawę wieloma pozornie uzasadnionymi argumentami: „Bóg przecież chce, żebym nigdy więcej nie grzeszył”, „przecież mam być doskonały tak, jak Bóg” itp… Wierzący perfekcjonista gorąco pragnie świętości, ale jego motywacje (często nieuświadomione) są egoistyczne: nie akceptuje siebie, dlatego pragnie być taki, jaki sobie wymarzył, by udowodnić sobie i wszystkim, jaki jest (pozornie) idealny. Nie chce też męczyć się z codziennym, mozolnym pokonywaniem swoich wad. On nawet nie chce ich zauważyć, przyznać się do nich, one nie pasują mu do pięknego, ale nieprawdziwego obrazu siebie samego, który sobie stworzył („ja idealnego”).

Ból perfekcjonisty odczuwany po upadku nie jest wywołany świadomością sprawienia przykrości ukochanej osobie, ale pychą. To może być źródłem problemu z wybaczeniem sobie grzechu, który został już wyznany na spowiedzi. Bóg nie tylko nie pamięta tego wyznanego grzechu, ale przede wszystkim chce, aby miejsce zranione upadkiem stało się miejscem doświadczenia szczególnego miłosierdzia i łaski. Perfekcjonista z pychy skupia się na tym „jak on tak mógł zrobić”. Dziecko zaś upada i powstaje, upada, powstaje, upada, powstaje… Liczy na rodzica, który pomoże mu powstać, gdy samo nie daje rady. W ten sposób właśnie dojrzewa i naśladuje Jezusa w jego drodze krzyżowej – drodze upadków i powstań. Czy to znaczy, że grzech może się przyczynić do rozwoju człowieka bardziej niż sukces i oparcie się pokusie? Jest to paradoksalne, ale tak rzeczywiście jest – jeśli tylko poczucie winy zostanie przeżyte z ufnością dziecka w miłosierdzie Ojca.

Nieuporządkowane pragnienie idealności (również duchowej) prowadzi do sztywności, braku spontaniczności, napięcia, marnowania siły, zazdrości, skupienia na sobie, smutku, lęku, przesadnych wymagań, kombinowania i kłamstw. Tymczasem dziecko zanim nauczy się kłamać i kombinować od starszych jest radosne, proste (mówi to, co myśli) i spontaniczne. Perfekcjonista ma bardzo silną potrzebę niezależności, jest przekonany, że może liczyć tylko na siebie. Dziecko zaś w swej prostocie zwraca się z ufnością do rodzica, uznaje swoją zależność od niego, taty i mama są dla niego punktem odniesienia, dlatego ich naśladuje. Gdy zgubi się, zaczyna wołać do rodzica i instynktownie go szukać. Gdy pokaleczy ręce, od razu biegnie do taty licząc na pomoc i mówi: „tatusiu, zobacz co mi się stało”. Perfekcjonista ma obraz Boga, który jest zupełnie inny – „ten Ojciec w niebie wytknie mi moją słabość i skarci mnie, gdy przyjdę do niego z jakąś moją raną, trzeba więc ją skrzętnie ukryć, w imię swojej idealności nakleić solidny plaster na krwawiącą ranę”. Perfekcjonista nie chce zauważyć, że ta rana jest zabrudzona, dlatego plaster tylko pogarsza sytuację – zakażenie przenosi się na cały organizm.

Niewinne, małe dziecko chce sprawić przyjemność rodzicowi. Dlaczego? Bo kocha. Perfekcjonista kupi dla rodzica najlepszą kartkę urodzinową w sklepie – piękną i perfekcyjną. Ale gdyby nie miał z tego daru sam radości, nie kupiłby jej. Dziecko zaś, nie dbając o swoje zadowolenie, o wiele większą radość sprawi rodzicowi własnoręcznie zrobioną kartką. Kiedyś dostałem taki upominek od swojego 8-letniego siostrzeńca. Kartka była pozaginana, krzywo napisana i wycięta, były na niej ślady zmazywacza i korektora, życzenia były bardzo proste. Żadna inna nie sprawiłaby mi takiej radości jak właśnie ta jedna jedyna, najlepsza!!!

Do perfekcjonisty przychodzi Bóg i chce mu powiedzieć: „muszę pozrywać te <<plastry>>, które sobie <<ponaklejałeś>> na brudne rany”. Jeśli perfekcjonista stanie się jak dziecko, uzna prawdę o sobie i ZGODZI SIĘ na wyświadczenie sobie dobra przez rodzica, wtedy ropa będzie mogła zejść z rany, uzdrowienie będzie mogło nadejść. WYBIERZE wtedy uzdrowienie zamiast obrony swojego „ja idealnego”. Do jakiej postawy Tobie bliżej – dziecka czy perfekcjonisty? Ile jest w Tobie takiego perfekcjonisty, który może wiele rzeczy robi niedbale, ale do innych podchodzi z wygórowanymi ambicjami? Chcesz z ufnością poprosić Boga o bycie jak dziecko wobec niego? Nawet gdy będzie bolało? Nawet wtedy, gdy Bóg będzie chciał zniszczyć Twoje fałszywe „ja idealne” i dać Ci w zamian swoje miłosierdzie i łaskę?

Kl. Teodor Sawielewicz, alumn V roku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *